Umeyashiki, Zoshiki i Kawasaki

Ten dzień rozwijał się dynamicznie w sobie tylko znanych kierunkach. *^v^* No bo tak: wybraliśmy się na zakupy przedwyjazdowe do OK Store na południe od stacji Shinagawa, bo w okolicy mieliśmy jeszcze do odwiedzenia Book Off. Mieliśmy przesiadkę na Sengakuji,

Znaczy nie mieliśmy, Google Maps twierdziło uparcie inaczej. Ale ja jestem uparty i uznałem że Google bzdury opowiada (jak się faktycznie często, choć znowu nie tak często jak go o to oskarżam, zdarza). Wg mojej oceny przesiadka na Sengakuji miała być lepsza. No i w sumie to była z więcej niż jednego powodu :-).

gdzie przy okazji obejrzeliśmy przejście pod torami Takanawabashi.

Trafiliśmy na to miejsce oglądając japońską telewizję kilka miesięcy temu, a jest ono szczególne bo sufit ma bardzo nisko! Niskie samochody osobowe dadzą radę tamtędy przejechać, chociaż taksówkarze nazywają ten przejazd “zabójcą lamp”! Rowerzysta już musi się pochylić, tak samo pieszy naszego wzrostu – sufit ciśnie w czubek głowy i lepiej nie podskakiwać! *^w^* Dookoła trwają prace budowlane i pewnie niedługo ten przejazd zostanie przebudowany dla większej wygody mieszkańców, bo ruch tamtędy był całkiem spory!

Dokładnie zgodnie ze znakami w najniższym miejscu przejazd ma… 1.5m. Ale pozwala zaoszczędzić o ile pamiętam z TV jakieś 20 minut, bowiem jest to jedyny przeskok pod torami pomiędzy stacjami Tamachi i Shinagawa, a to nie są byle jakie stacje i torów to tam trochę jest. Sam przejazd ma ponad 100m długości. Tak wyszło jak się Tokio rozrastało. Z programu wynikało, że najpierw był tam kanał którym wożono towary a górą był most, zapewne ów Takanawa (“bashi” znaczy “most”). Potem wybudowano pierwszą linię kolejową do Tokyo i owa poszła górą. A potem doszły kolejne i kolejne. A w międzyczasie kanał czy też rzeczka pod spodem podzieliła los wielu małych i średnich cieków wodnych w Tokio czy innych metropoliach: zniknęła gdzieś w odmętach miejskiej kanalizacji. Nadbudowywano zatem kanał/rzeczkę drogą, a od góry przybywało torowisk i w efekcie zostało ledwie 1.5m miejsca. Ale nic to – przejazd jest! Tyle, że dość surrealistyczny no i nie dla każdego auta.

A co do tego czy tam budują coś innego to nie jestem taki pewien. Owszem jest zaraz obok budowa ale to chyba raczej blok mieszkalny albo biurowiec stawiają. Także i w Tokio, tak przecież świetnie zorganizowanym od strony komunikacyjnej zdarzają się takie smaczki, z jakimi jako Warszawiak i kierowca mam na co dzień do czynienia – miasto przecięte przez tory… szczególnie przy Dworcu Zachodnim i w Mordorze to się odczuwa. A tu nawet gorzej jest, bo naszego samochodu za chińskiego boga bym w ten przejazd tokijski nie wcisnął, a do tego to jest uliczka tylko w jednym kierunku…

Kiedy przyjechaliśmy z Sengakuji na Umeyashiki zjedliśmy tam drugie śniadanie – gorące nikumany! ^^*~~ Kiedyś jedzenie w konbini było bardziej sezonowe, od kilku lat gorące nikumany i oden można kupić także latem.

No oden to zaczęli sprzedawać tak z tydzień temu dopiero, ale to i tak zaskoczenie bo przecież lato oficjalnie trwa do końca sierpnia! Niemniej ja się nie obrażam, nikumany lubię bardzo.

Tamtejszy OK Store okazał się rozczarowujący, bo zawierał tylko towar spożywczy, a szukaliśmy czegoś innego, więc pojechaliśmy dwie stacje dalej do Zoshiki do innego OK Store’a.

To jest właśnie ta dynamika naszej wycieczki. Normalnie żyjemy na krawędzi, ale spontaniczność to nasze drugie imię ;-).

Tak, jest dużo zdjęć zrobionych z pociągu. Bo ja lubię pociągi. A do tego linia Keikyu w kierunku Kawasaki którą tego dnia jechaliśmy jest stosunkowo nowa, a raczej jak mi się wydaje stosunkowo niedawno odnowiona (bo tak w ogóle to istnieje grubo ponad 100 lat). Podejrzenie wynika z faktu, że zbudowana jest nad “wszystkim poprzednim”. Od stacji Shinagawa aż do Kawasaki biegnie po nowo wyglądających betonowych wiaduktach cały czas, na tyle wysokich że trzypiętrowe domy jedno i kilkurodzinne dominujące na dużej części trasy mają dachy poniżej torowiska. Nic w sumie specjalnego jak na linię kolejową w Tokio, wiele jest właśnie tak zbudowanych dla wygody mieszkańców (w sensie: żeby w ogóle dało się jakoś daną linię zbudować). Ale dla mnie samo obcowanie z takimi rozwiązaniami jest po prostu przyjemnością.

Zrobiliśmy zakupy, a przed stacją trwał Summer Festival, i akurat jak wychodziliśmy ze sklepu skończył się występ taneczny młodzieży młodszej i zaczęły się popisy wokalno-muzyczne młodzieży starszej (grupa グランパセブン), w stylu hula!… *^W^* No to kupiliśmy sobie po piwku i wmieszaliśmy się w tłumek podziwiający występy.

No tam było i hula, i trochę jazzu, i country wmieszane, ale generalnie “Septet Egzotyczny”. Niemniej kurcze, mam nadzieję że jak będę w tym wieku to też będę miał tyle energii i zapału. I jeszcze żebym wyglądał tak super jak Basista-san, pierwszy z lewej z brodą to już więcej życzeń chyba nie mam. Małżonka tanecznie uzdolniona już jest! (Poczekajcie do końca filmu ;-))

Następnie udaliśmy się do dzielnicy Keikyu Kawasaki, gdzie najpierw posililiśmy się pizzą z owocami morza na stacji. ^^*~~ Nie było to nie wiadomo co, ale w sumie całkiem niezły kawałek pizzy!

Od 2011-go roku rozważamy czy by raz nie spróbować pizzy w Japonii. Zawsze jednak szkoda na to zasobów (czasowych głównie – człowiek może zjeść dziennie ograniczoną ilość posiłków, więc jak się tu jest to się szuka raczej nie pizzy). A teraz proszę – kolejny spontan! 🙂

A do Kawasaki też nie planowaliśmy jechać tego dnia w ogóle. Ale jak już byliśmy dwie stacje stamtąd, to zamiast wracać się do oryginalnego celu wyprawy uderzyliśmy naprzód.

A następnie zwiedziliśmy Book Off Bazaar i stujenówkę Daiso. Powiem Wam, że te ostatnie dni przed powrotem do domu są chyba bardziej męczące niż zwyczajne zwiedzanie, ile się człowiek po sklepach nachodzi!….

Niestety Book Off Bazaar w Kawasaki okazał się zupełnie nie tak wspaniale zaopatrzony jak ten w Hiroshimie. Czyli jest szansa, że jednak się spakujemy w to co mamy na powrót, bo nie dokupiliśmy żadnych figurek.

Kiedy zaburczało nam w brzuchach, Robert otworzył swoją magiczną aplikację pokazującą ranking najlepszych barów z ramenem i… znalazł jeden bar w pobliżu, który niestety był już zamknięty!… >< W związku z tym zaczął szukać na Google Maps, i w efekcie poszliśmy do Paitan Yosuke (麺屋ようすけ 鶏煮亭), gdzie zjedliśmy po misce pysznego bulionu z makaronem – ja delikatny kurczakowy a Robert na ostro. Nie na darmo to miejsce ma wysokie oceny!

Wychodzi na to, że pomimo iż wspomniana poprzednio aplikacja Ramen Beast zawiera w sobie tak na oko grubo ponad 100 lokalizacji ramenowych w Tokio to po prostu nie jest w stanie zawierać wszystkich miejsc. Zresztą na stronach Ramen Beast wspominają o tym, że nawet jeśli codziennie jeść tu ramen i w ciągu roku obejść wszystko w Tokio to i tak na koniec roku okaże się, że powstało już kilkadziesiąt nowych miejsc i zaczynać trzeba od nowa. A dodatkowo Ramen Beast zdaje się skupiać na Tokio “centralnym”. W każdym razie Google tym razem nie zawiódł i pokazał miejsce prawie kilometr od stacji, ale w pełni warte odwiedzenia. Bulion był doprawdy głęboki w smaku, wielowymiarowy i jeszcze ciekawie zredukowany, przez co smak był wzmocniony a sam bulion przyjemnie gęsty.

I tyle już nam wystarczyło atrakcji na ten dzień, zrobił się wieczór (czyli około 18:00), wróciliśmy na stację Kawasaki, skąd linią Keihin Tohoku bezpośrednim pociągiem przyjechaliśmy na Kandę. Obydwoje uznaliśmy, że to był przemiły dzień, i doszliśmy do tego dlaczego – bo spędziliśmy go nie jak turyści, zwiedzając atrakcje turystyczne, ale jak mieszkańcy Tokio – pojechaliśmy na obrzeża do supermarketu na zakupy spożywcze, zatrzymaliśmy się chwilę na lokalnym festiwalu przed stacją, zjedliśmy ramen w miejscu z dala od turystycznego zgiełku i bez jednego słowa po angielsku w menu. Tak lubimy spędzać czas w Tokio najbardziej! Jednak trzeba było wziąć się już za pakowanie walizek, żeby mieć pewność, że damy radę zabrać się ze wszystkimi rzeczami z powrotem do domu…

10 thoughts on “Umeyashiki, Zoshiki i Kawasaki

  1. Witajcie. Przeczytałam hurtem kilka wpisów i … cudownie się Was czyta, zwiedza z Wami i podjada. Dzięki za fantastyczną podróż!

    • Bardzo nam miło! ???? Niestety jeszcze tylko kilka dni i wracamy do domu, ech… Ale już planujemy następny wyjazd!

  2. A moze przedluzycie pobyt? Tak fajnie sie z Wami zwiwdza Japonie – wielowymiarowo:)) A Asia nie wiele rozni sie od Japonek, troszke tylko wybujala:))

    • Jak przekonasz szefa Roberta, żeby pozwolił mu pracować zdalnie z Tokio, to transferujemy nasze koty i zostajemy na stałe!… ????????
      Dziękuję za komplement z tym podobieństwem, chociaż to chyba też była sugestia, że powinnam schudnąć?… Hm…. ????????????

      • Wybujała to w górę!!! A jakbys schudła to już nie miałabyś siły robić tyle km po Japonii! Dawajcie numer telefonu do szefa Roberta. Może się jeszcze uda zanim wyjedziecie:-))) W tych waszych wyjazdach najcudniejsze jest to, że pokazujecie Japonię nie tylko jak turyści, ale właśnie jak mieszkańcy. Atmosferę panującą tam na co dzień. To jak oni żyją, jak te miejsca się zmieniają. Dla mnie zabytki to i ciekawe miejsca są fajne, ale to można zobaczyć na zdjęciach, a atmosfery emocji panujących tam już nie. Wy to umiecie pokazać.

        • Już teraz mam problem z łażeniem, skumulowało się to, że codziennie od trzech tygodni robimy ponad 10000 kroków, a czasami nawet 20000. Przydałby się taki onsen co kilka dni! ????

  3. Podoba mi się Wasze życie na krawędzi 🙂

    Ponieważ sama byłam chwilę na wakacjach, to teraz nadrabiałam wpisy chyba z 12 dni i bardzo Wam dziękuję za te piękna relację. Liczę, ze kiedyś sama pojadę do Tokio i zjem ramen niejeden raz 😉 A dzieki Waszym wpisom będzie to na pewno DOBRY ramen 🙂

    • Czasami nie jest łatwo zrobić zwykłych zakupów!… ????????????
      My właśnie sobie uświadomiliśmy, że mamy przed sobą już tylko jeden dzień i kilka świetnie zapowiadających się ramenów do zjedzenia!… Będzie trzeba je przełożyć na przyszły wyjazd! ????

  4. ech, no i wplatal sie jakze niepozadany watek konca podrozy …. dobrze ze beda nastepne, a ja zeby sie utrzymac w klimacie obejrzalam film “Ramen Shop”.
    Kto nie widzial – uwaga – nie jest to wesolutki kurs gotowania zupy tylko emocjonalna podroz z lezka (a dla wrazliwych z potokiem lez) ale jest tez ramenowy klimat, jest tradycja w kociolku i w rodzinie a mozna tez popatrzec jak sie z apetytem wciaga kluski 🙂
    Bedzie mi brakowalo Fumek , to naprawde strasznie mile, ze dzielicie sie swoimi wrazeniami i doswiadczeniami. Wielkie dzieki za wszystkie informacje i odpowiedzi na pytania!

    • Musimy wrócić na chwilę do domu i zregenerować siły (i zasoby! ^^), żeby móc znowu pojechać! *^V^*
      Filmu nie widzieliśmy, trzeba nadrobić, szczególnie teraz, kiedy stajemy się powoli koneserami ramenów! No i muszę się przyłożyć do opracowania domowych receptur na porządne buliony tonkotsu i miso, bo w warszawskich knajpach prędzej makaron przemówi ludzkim głosem niż da się zjeść porządny ramen…
      Bardzo nam było miło pisać dla zainteresowanego tematem Czytelnika, już zapraszamy na przyszłe wakacje oraz na mój główny blog jedzeniowo-robótkowo-koci z naszego życia codziennego http://www.friendsheep.com *^o^*

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *