Akihabara

Ponieważ zaszła konieczność nabycia kabelka do podłączenia mojego komputera do Sieci, pierwszego dnia wakacji wybraliśmy się do dzielnicy Akihabara w celu zakupienia owego. Oczywiście nie obyło się bez porządnego odespania lotu a potem obowiązkowego śniadania, na które poszliśmy do konbini 7i. Ja z rozrzewnieniem przywitałam moich śniadaniowych towarzyszy sprzed roku – jogurt i onigiri, a Robert zrobił sobie onisasa – kurczakowego smażonego kotleta uklepał w rozpołowionym onigiri. *^v^* (Co to jest onisasa pisałam tutaj.) Dla zdrowotności, ponieważ ja obudziłam się z bolącym gardłem a Robert nieco niewyraźny, doładowaliśmy się witaminą C!

A po śniadaniu poszliśmy spacerkiem na Akihabarę. Nie mam już nic do dodania na temat tej dzielnicy, bo pisałam o niej już podczas naszych czterech poprzednich podróży, zresztą nic tu się od lat nie zmieniło! Te same sklepy z elektroniką, figurkami z mangi i anime, maido cafe z dziewczynami w strojach cosplayowych i mnóstwo obcokrajowców buszujących w figurkach lub polujących na okazje na przecenach sprzętu elektronicznego. Sami się zresztą w to buszowanie włączyliśmy, zwiedzając budynek Radio Kaikan, jeden w miliona wielopiętrowców zasiedlonych przez wyżej wymienione sklepy. Zrobiliśmy małe zakupy a kiedy na szóstym czy siódmym piętrze nogi odmówiły nam posłuszeństwa przenieśliśmy się na poziom ulicy i znaleźliśmy Excelsior Caffe, w którym to miejscu zatrzymaliśmy się na złapanie oddechu i uzupełnienie płynów. ^^*~~

A potem ruszyliśmy w dalszą drogę – najpierw do sklepu Bic Camera.

Nasi znajomi chcą sobie kupić statyw do aparatu i elektryczną maszynkę do gotowania ryżu a my planowaliśmy zakup japońskiego washletu. Niestety, te trzy potrzeby zostały zaspokojone w stosunku 2 do 0… Fajny niedrogi nieduży ryżownik był i został zaplanowany, statyw się znalazł, natomiast washlety na europejskie zasilanie 220 V były dwa i do tego bardzo drogie. Cóż, czasem słońce, czasem deszcz. Pooglądaliśmy jeszcze cudowne japońskie lodówki – sposób ich zaprojektowania: rozmieszczenie szuflad, układ półek zachwyca funkcjonalnością, a potem ruszyliśmy na poszukiwanie obiadu (z krótką wizytą w stujenówce, bo jak się nie zabrało gumek i wsuwek do włosów, to tam można się tanio zaopatrzyć *^v^*). Ale po drodze trafiliśmy do sklepu z alkoholem który za symboliczną opłatą oferował… degustację dwóch gatunków ginu (z Kioto i z Hokkaido)! Szkoda było nie skorzystać, bo rzadko się trafia taka okazja a kupowanie dużej butelki w ciemno jest ryzykowne, a nuż trafi się coś niesmacznego… Gin zdegustowaliśmy – ten z Hokkaido dużo lepszy od tego z Kioto, który okazał się bez charakteru, a potem poszliśmy na obiad. *^v^*

Od rana ignorowaliśmy komunikację miejską i również po południu poszliśmy spacerkiem kierując się ku naszej dzielnicy i dalej do dworca Tokyo. Po drodze weszliśmy na obiad do sieciówki Matsuya. Niestety w tym roku nie było ich przepysznego kurczaka z czosnkiem, ale były inne smakowitości – jak duszony bakłażan z boczkiem albo gyudon (duszona wołowina z cebulą).

Celem ostatecznym na to popołudnie było dotarcie do stacji JR Tokyo. W tym roku kupiliśmy sobie tygodniowe JR Passy, dokument uprawniający do przejazdów pociągami linii JR przez kolejne siedem dni. Promesę na JR Pass kupuje się za granicą, a na miejscu odbiera docelowy papier ze wszystkimi danymi i jeśli ma się dokładnie zaplanowaną trasę to można od razu zarezerwować miejsca na pociągi shinkansen i expressy, co też zrobiliśmy. To oznacza, że w niedzielę ruszamy na tygodniową wycieczkę objazdową, a Czytelnicy razem z nami! *^O^*

Kiedy już załatwiliśmy wszystkie formalności, spacerkiem wróciliśmy do naszej części Nihonbashi na krótki popas przy piwie w malutkim parku niedaleko rzeki. Pod koniec dnia kupiliśmy już tylko kilka przekąsek na kolację, w tym pieczonego słodkiego ziemniaka satsuma (pyszny!) i przegadaliśmy kolejny wieczór w naszym parku obok hotelu. Swoją drogą, jak szybko zmienia się perspektywa – jeszcze wczoraj to był “taki park z ławkami niedaleko naszego hotelu” a już dziś “nasz park obok naszego hotelu”! *^V^*

Jutro wycieczka za wodę! ^^*~~

———————–

15650 kroków

11,1 km

4 thoughts on “Akihabara

  1. fajnie, że mieliście owocnie wychodzony dzień ^v^ swoją drogą mam wrażenie, że dobrą miejscówką do kupowania suihanki jest Hong Kong i Sigapur. w obu tych krajach było tego na pęczki i w obu tych krajach jest nasz europejski prąd, tylko wtyczkę trzeba by zmienić, bo tam jest ta angielska krowa. No ale my też w sumie kupiliśmy nasze suihanki na japońskim amazonie, więc sami z naszej porady nie mogliśmy juz skorzystać ;D Ciesze się też, że udało wam się dostać wszystkie shinkanesenowe miejscówki 🙂 niech dzielnie pracują na zwrot kasy za bilet (z nawiązką) ^v^

    • No tak, nasze suihanki jest na rynek chiński/koreański/europejski więc jest na 220V i ma właściwą wtyczkę. Na razie pięknie działa, więc nie myślimy o kupieniu nowego, ale pewnie kiedyś wymienimy go na nowy w Japonii, w Bic Camera. ^^*~~
      Trochę pojeździmy shinkansenami i nie tylko, więc myślę, że JRPass się spokojnie zwróci! *^V^*

  2. Ja mam pytanie organizacyjne odnośnie dłuższych podróży w obrębie Japonii 🙂 Co robicie z bagażem? Bieżecie w podróż, czy zostawiacie w hotelu?

    • Wycieczkę mamy zaplanowaną na środkową część wakacji, a na początku i pod koniec mieszkamy w tym samym hotelu. W związku z tym część bagaży zostawiamy w naszym hotelu do przechowania do czasu, aż nie wrócimy za tydzień. Jest to bezpłatne.

Leave a Reply

Your email address will not be published.