Dzień 6 – Ameyoko i Omotesando

Co ci się nie udało zrobić w sobotę, zrób w niedzielę!

W niedzielę po śniadaniu poszliśmy na stację Ueno Keisei żeby odebrać nasze miejscówki na Skyliner, który zawiezie nas za tydzień na lotnisko i to co dnia poprzedniego zdawało się być kolejką na 2 godziny stania, w niedzielę w południe okazało się dziesięciominutowym postojem za dosłownie kilkoma osobami! Ponieważ byliśmy już niedaleko zajrzeliśmy na Ameyoko na szybkie zakupy w Hard Off (oglądaliśmy obiektywy do aparatów i przeczesaliśmy piętro z figurkami, i były nieduże łupy! *^V^*~~~)

Na lunch weszliśmy do pierwszego z brzegu baru z rybami Maguro Ichiba i jak się okazało to był świetny wybór! Przepyszny ryż, chyba najlepszy jaki jedliśmy podczas tego wyjazdu, pyszne ryby i owoce morza i przemiła obsługa, polecamy!

Ta knajpka wygląda na fastfoodową sieciówkę… Ale jeśli takiej jakości sashimi podaje sieciówka, no to klękajcie narody przed tym co podają tutaj szefowie klasy gourmet… Przeprosiłem się z tym mielonym tuńczykiem na pewno. Kiedyś się zraziłem nieco, bo zamówiony w Sukiya na Niko-Tama był nijaki trochę i taki… parówkowy że tak powiem w klasie. A dziś był po prostu znakomity, pomimo swej teoretycznej pośledniości. Aż się prosi napisać: “…poprawiło się. O, to różowe, bardzo dobre!” ;-).

Drugim celem dzisiejszego dnia był sklep japońskiej marki Sou Sou Kyoto na Omotesando, w którym Robert chciał kupić buty. Butów sobie nie znalazł, za to kupił spodnie i skarpetki tabi a ja wybrałam wełniane poncho. Marka Sou Sou Kyoto łączy tradycyjne japońskie wzory na tkaninach i tradycyjne kroje odzieży ze współczesnym spojrzeniem na ubiór który ma być zarówno funkcjonalny jak i ciekawy dla oka, nietuzinkowy. Mają też sklep online z wysyłką na cały świat.

A po zakupach wróciliśmy na stację metra przez boczne uliczki Omotensado i było tam jakby luksusowo!…

Ten ostatni sklep nie ma nawet logo. Jak nie wiesz to nie jest miejsce dla Ciebie zdaje się mówić :-). Choć oczywiście z naszych doświadczeń wynika, że sklepy luksusowych marek na Omotesando są zorganizowane tak, że nawet “biednie” i “przeciętnie” wyglądający klient który na pewno nic tam nie kupi jest mile widziany. Budujemy świadomość marki i tak dalej. W każdym razie musiałem użyć narzędzi wyszukiwania wizualnego żeby ustalić, że to jest sklep Comme des Garçons… Nie, żeby mi to coś powiedziało, ale żona słyszała.

Jeszcze szybka kolacja w Tsujita Kanda Suehirocho – przepyszny ramen z gęstym bulionem na bazie kości wieprzowych, kurzych, ryb i glonów, i jeszcze wielu tajemniczych składników, i już za moment byliśmy w hotelu.

2 thoughts on “Dzień 6 – Ameyoko i Omotesando

  1. Fascynujące kontrasty architektoniczne. Fajnie, że udało się Wam wreszcie coś pozałatwiać zamiast całować japońskie klamki.

    • O tak, kontrasty architektoniczne są tutaj piękne, bardzo często zdarzają się stareńkie domeczki pomiędzy wieżowcami ze stali i szkła, bo dzielnica się rozbudowała a ktoś postanowił nie sprzedać działki, i tak sobie mieszka jak krasnoludek obok tytanów… *^v^*
      Takie widoki, obok wszechobecnych doniczek z roślinami wzdłuż ścian domów to moje ulubione obrazy Japonii!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *