
Zimowy wyjazd do Japonii organizujemy inaczej niż te wiosenno-letnie. Jest mniej zwiedzania a więcej odpoczywania i robienia zakupów. I taki też był kolejny dzień – zaczęliśmy od Nakano Broadway i sklepu z używanymi kimonami Miyoshiya, który odwiedzamy regularnie od kilku lat.

Ale najpierw w drodze na stację zaszliśmy do świątyni Kanda Myoujin a tam!… okazało się, że wciąż trwa noworoczne szaleństwo z odwiedzaniem świątyni pierwszy raz w roku, tłum się kłębił zarówno przy budynku świątynnym jak i w sklepie z pamiątkami i omamori (talizmanami). Zatrzymaliśmy się na szklaneczkę amazake oraz jinja eeru (gra słów: ginger ale – jinja (świątynia) eeru (ale po japońsku). *^V^*





Stoimy sobie przy stoliku i a na nim jakaś kartka, patrzę – w godzinach 11:19 – 11:30 będzie tu nagrywany program Hirunandesu (coś jak telewizja śniadaniowa na jednym z japońskich kanałów, oglądamy go regularnie). Patrzymy na zegarek – w zasadzie to już!… I nagle podchodzi ekipa telewizyjna, pan tradycyjnie ubrany pokazuje japońską zupę noworoczną z mochi, próbuje, zachwyca się, jeszcze kilka słów o świątyni, przejazd kamery po ludziach pijących amazake i robiących zakupy w sklepie z pamiątkami, i cięcie! I chyba byliśmy w japońskiej telewizji!!! Sprawdzimy to po powrocie do domu, bo mamy dostęp do telewizji z odtworzenia na dwa tygodnie wstecz, jeśli załapaliśmy się w kamerze to zrobię tu update i wstawię zdjęcie. ^^*~~
W drodze na stację kolejową mijaliśmy stoiska z jedzeniem i ludzi w kolejce do pierwszej modlitwy w tym roku…








Wizytę na Nakano Broadway tradycyjnie rozpoczęliśmy od taiyaki (ciastek z nadzieniem budyniowym), a potem skierowaliśmy się do sklepu z używanymi kimonami. Robimy tam zakupy od kilku lat i to fajne miejsce na upolowanie yukaty czy kimona, mamy też stamtąd trzy haori (rodzaj ciepłej kurty/blezera zakładanej na kimono) i kilka rolek jedwabnych tkanin (materiał na kimona sprzedaje się w rolkach 30 cm x 11 metrów). Tym razem też udało nam się coś znaleźć – rolkę materiału, kimono i jinbei dla Roberta, haori i torebkę dla mnie. Takie fajne nietuzinkowe pamiątki które będą funkcjonalne bo będziemy to nosić i używać w Polsce. Pani sprzedająca bardzo się ucieszyła, że odwiedzamy jej sklep regularnie i w ramach noworocznego prezentu dostaliśmy… dwie rolki papieru toaletowego! >0< (przydatne, potrzebne, prezent zawsze cieszy! ^^*~~)



Zatrzymaliśmy się na lekki lunch w barze Sushi Uogashinihonichi i to było jedno z lepszych sushi jakie w życiu jedliśmy!… Kto by pomyślał, że w takim miejscu (turystyczny ciąg sklepów, więc można zejść z jakości, bo turysta i tak zje) trafi się taka perełka!


A potem przejechaliśmy kilka stacji do Ogikubo, gdzie najpierw usiedliśmy na kawę/kakao i deser w bardzo fajnej kawiarni muzycznej prowadzonej przez starszą panią. Na cały regulator leciała muzyka fortepianowa z płyty (która zacięła się w pewnym momencie i pani musiała przesunąć igłę), na barem tam gdzie zazwyczaj są butelki z alkoholem stała ściana półek z płytami winylowymi i mocno zaniżaliśmy wiek w pomieszczeniu bo gośćmi byli liczni starsi panowie i jedna pani!… >0<*~~~ Kiedy płaciłam rachunek, właścicielka pomacała i pochwaliła moje wełniane poncho które kupiłam poprzedniego dnia w Sou Sou!…

Przechodziliśmy obok budynku Seikō Lodging, kompleksu hotelowego z 1931 roku, wciąż działającego!

Potem poszliśmy na spacer przez Park Otaguro i dom poety haiku Genyoshi Kadokawa Kadokawa Teien, do parku Dokushonomori, w którym znajduje się centralna biblioteka miejska dzielnicy Suginami.












Ale ten ostatni park rozczarował małżonkę na tyle, że tam zdjęć nie zrobiliśmy :-). No, bo to taki park przy bibliotece do zabawy dla dzieci bardziej. Ale może zyskuje latem przy obfitszej zieloności…
A kolację zjedliśmy w Tempura Tendon Tenya po prawej stronie stacji, przepyszne ryby i warzywa w tempurze, w tym nogę kraba i rybę fugu – bardzo delikatne i smaczne mięso!

Dzisiaj bonus zdjęciowy – sala rekreacyjna z maszynką do mierzenia ciśnienia i stołami do shogi (szkoda, że nie ma foteli masujących…). W hotelu są też dwie pralki i suszarki na monety.




To jest salka rekreacyjna na po sento. Jak się wychodzi z łaźni to się odpoczywa. Tylko że trochę pomarudzę: po pierwsze jak się wychodzi z gorącej kąpieli, to się pije mleko, albo co najmniej jogurt albo mleko truskawkowe, tak? (Japończyk odpowie: tak!) No a w automacie nie ma mleka. Najbliżej to Calpis soda (ale winogronowa) albo bawarka na zimno… Nawet piwa nie ma, co jak na hotel jest dość nietypowe. A po drugie taka sala to niejako z definicji powinna mieć fotele masujące, chociaż jeden czy dwa, a tu niestety nic z tego. Jest tylko mała maszynka do wyciskania łydek… Oj, szkoda.
No ale sento samo w sobie dowozi. Może nie jest jakieś wielkie, może nie bardzo luksusowe, może tu i tam odpada jakiś kafelek, ale jest czyste i ma wannę na zewnątrz, z której codziennie podziwiam księżyc. W Tokyo mieć takie coś to duży bonus.
Piękne zdjęcia 🙂 No, może oprócz tych pralek, bo wyglądają zwyczajnie. Widoki super i fajne światło. Czy jest tam raczej ciepło? Mało osób w czapkach.
Pralki tutaj potrafią być kosmiczne, ale te w hotelu są takie najprostsze, a suszarki mnie rozczulają, bo są malutkie, szkoda, że u nas takich nie ma, tylko takie wielkie pudła jak pralki…
W trakcie dnia jest ciepło, około 10 stopni, w słońcu pewnie więcej. W sobotę ma być nawet 15 stopni, taka nasza wiosna. *^V^* Padał śnieg z deszczem przez kilka wieczornych i nocnych godzin 2 stycznia, ale ponieważ cały czas jest powyżej zera to wszystko szybko topniało. Taka zazwyczaj jest zima w Tokio.